Podczas sesji „Rolnictwo regeneratywne: Płodozmian dla gleby i zysku” na konferencji Narodowe Wyzwania w Rolnictwie 2025 dyskutowano o tym, jak ułożyć płodozmian, który z jednej strony poprawia stan gleby, a z drugiej pozwala utrzymać opłacalność produkcji. W centrum rozmowy znalazły się bardzo praktyczne pytania: Jak pogodzić potrzeby regeneracji gleby z realiami rynku? Co naprawdę sprawdza się w polskich warunkach glebowo-klimatycznych? I jaką rolę w przejściu na rolnictwo regeneratywne powinni odegrać przetwórcy oraz firmy spożywcze? Te pytania są kluczowe dla zrównoważonego rozwoju rolnictwa w Polsce.
W sesji udział wzięli:
- dr hab. Marzena Brodowska – profesor uczelni, Katedra Chemii Rolnej i Środowiskowej, Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie,
- prof. dr hab. Mariusz Matyka – dyrektor Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowego Instytutu Badawczego,
- dr Jerzy Próchnicki – członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Zrównoważonego Rolnictwa i Żywności,
- Adam Jurczyk – rolnik,
- Sławomir Tupikowski – rolnik, laureat konkursu Innowacyjny Farmer 2022,
- Katarzyna Karawaj – agronom, Nestlé Polska,
- Mateusz Sękowski – kierownik ds. zrównoważonego rolnictwa, PepsiCo.

Prezentację programu LENs w Polsce przedstawili Monika Górska, Sustainable Sourcing Expert CEE w Nestlé Polska, oraz dr Jerzy Próchnicki. Debatę prowadził redaktor Farmer Michał Wołosowicz.
Już na początku wystąpienia dr Jerzy Próchnicki zmierzył się z jednym z najczęściej powtarzanych przekonań dotyczących rolnictwa regeneratywnego – że musi ono z definicji oznaczać wyższe koszty i dodatkowe obciążenie dla gospodarstwa. Zwrócił uwagę, że podobne opinie pojawiają się nie tylko w publicystyce, ale również w dokumentach unijnych.
Bardzo często we wszelkiego typu dokumentach, także europejskich, powtarza się, że naprawa gleby, czyli regeneratywne podejście do gleby, musi kosztować i jest po prostu drogie. Czy to jest prawda? Postaram się to pokazać.
– powiedział na wstępie. Dalej wyjaśniał, że punktem wyjścia nie powinno być pytanie „ile to będzie kosztować”, ale „jaki bilans uzyskujemy w glebie, w plonie i w portfelu w perspektywie kilku lat”.
Regeneratywne, czyli jakie?
Podkreślił, że rolnictwo regeneratywne nie jest nowym systemem, który miałby zastąpić rolnictwo konwencjonalne czy ekologiczne, tylko zbiorem narzędzi agronomicznych służących realizacji celów rolnictwa zrównoważonego. Rolnictwo zrównoważone w tym ujęciu to kompleksowe podejście, które obejmuje technologie upraw, racjonalne używanie nawozów naturalnych i mineralnych, gospodarowanie słomą i resztkami pożniwnymi oraz utrzymanie bilansu materii organicznej. Uwzględnia także kwestie środowiskowe i społeczne, takie jak zarządzanie odpadami, współpracę ze społecznością lokalną oraz zapewnienie stabilnego dostępu do rynku. Rolnictwo regeneratywne to praktyczne wdrożenie tego podejścia w polu, skupiające się na glebie, wodzie, strukturze gleby oraz bioróżnorodności, z celem zmniejszenia presji na środowisko przy jednoczesnym utrzymaniu opłacalności produkcji. Mocno wybrzmiał fragment poświęcony narzędziom uprawy i technologii. Dr Jerzy Próchnicki jednoznacznie odcina się od skrajności, które forsują jeden model jako jedyny właściwy.
W żadnym wypadku nie mówimy tutaj o zakazie orki. W rolnictwie nie ma narzędzi świętych ani wyklętych. Każde narzędzie, tak jak w normalnym warsztacie, ma swoje miejsce i swoją funkcję. Z pługiem jest dokładnie tak samo. Można go używać wtedy, kiedy trzeba, a nie dlatego, że „tak zawsze robiłem”.
– podkreślił.
Zamiast prostych zakazów i nakazów proponował patrzenie na technologię przez pryzmat efektu: stanu gleby, jej zdolności do magazynowania wody i utrzymywania plonu w dłuższej perspektywie.
Płodozmian to podstawa
Druga część wystąpienia koncentrowała się na płodozmianie jako kręgosłupie rolnictwa regeneratywnego. Jerzy Próchnicki zwracał uwagę, że dobrze zaplanowane, szerokie zmianowanie jest jednym z najważniejszych narzędzi ochrony gleby. Dzięki zróżnicowaniu gatunków można ograniczyć presję chorób, szkodników i chwastów, poprawić strukturę gleby oraz zwiększyć retencję wody, a przy tym ustabilizować wyniki ekonomiczne gospodarstwa. Jednocześnie bardzo jasno zaznaczył, że sam poplon nie jest cudownym lekiem na błędy źle ułożonego zmianowania. Odwołał się do przykładów gospodarstw położonych na glebach o niskiej pojemności wodnej, gdzie niewłaściwie dobrany i zbyt długo utrzymywany poplon potrafi zużyć znaczną część zapasu wody pozimowej, której później brakuje dla uprawy głównej.
Natomiast sam poplon nie załatwi tych fundamentalnych błędów, jakie w złym zmianowaniu – bo tego nie chcę nazwać płodozmianem – mogą być popełniane. Gdybyśmy traktowali poplony poważnie, tak jak plony główne, to nasze rolnictwo i nasze gleby wyglądałyby dzisiaj zupełnie inaczej. Zbyt często jednak poplony są traktowane po macoszemu, na zasadzie: „muszę coś posiać, żeby było w papierach”.
– mówił dr Próchnicki.
Zwrócił uwagę, że realna zmiana zaczyna się dopiero wtedy, gdy poplon staje się elementem świadomej strategii gospodarstwa, a nie tylko sposobem na spełnienie formalnych wymogów.

Specyfika regionalna
W swoim wystąpieniu omówił także wyraźne różnice regionalne w bilansie materii organicznej. Wskazał, że na obszarach takich jak Podlasie czy część Warmii i Mazur występują znaczące nadwyżki nawozów naturalnych, podczas gdy województwa dolnośląskie czy opolskie od lat funkcjonują na „debecie” – przy niewielkim udziale produkcji zwierzęcej, ograniczonym dostępie do obornika czy gnojowicy i postępującej degradacji struktury gleb. W takich warunkach słoma i inne plony uboczne powinny w pierwszej kolejności pracować na poprawę bilansu materii organicznej w glebie, a dopiero w drugiej być kierowane do energetyki.
W części dyskusyjnej prowadzący wrócił do slajdów pokazujących skutki uproszczonego, wadliwego zmianowania i zapytał, dlaczego – skoro podstawy agronomii są dobrze znane – w praktyce rolnicy tak często wybierają monokultury i bardzo wąskie sekwencje upraw. Odpowiedź dr Jerzego Próchnickiego nie unikała trudnych wątków:
Tutaj powodów jest kilka. Z jednej strony trzeba powiedzieć o pewnego typu wygodnictwie. Z drugiej – o wierze, że jeżeli coś zrobię prościej, to może się jakoś uda niższym kosztem. Człowiek popełnia błędy, tylko kwestia w tym, czy potrafi się na tych błędach uczyć. Jeżeli ktoś potrafi krytycznie podejść do tego, co sam robił – a to rzadka cecha – to będzie pierwszym, który się przemaga, żeby tych błędów nie powtarzać.
W tym kontekście pojawił się wątek nawożenia azotem, szczególnie w rzepaku. Rolnicy opowiadali, jak krok po kroku schodzili z dawek rzędu ponad 200 kilogramów azotu do poziomu 160 kilogramów, przy zachowaniu zakładanych plonów, dzięki poszerzeniu płodozmianu, lepszej strukturze gleby i wykorzystaniu poplonów. Dr Jerzy Próchnicki zwrócił uwagę, że dla wielu gospodarstw przyjęcie, iż można osiągnąć wysokie plony przy mniejszych dawkach azotu, wiązałoby się z przyznaniem do wieloletniego nadmiernego nawożenia. To bywa trudniejsze niż sama zmiana technologii.
Program LENs
Naturalnym przedłużeniem perspektywy przedstawionej w wykładzie była prezentacja programu LENs. Silny głos po stronie biznesu wniósł Mateusz Sękowski z PepsiCo, pokazując, jak rolnictwo regeneratywne jest włączane w strategię firmy opartej na surowcach rolnych. Zwrócił uwagę, że PepsiCo kontraktuje ponad 25 różnych upraw w 60 krajach, a istotna część tego wolumenu pochodzi z Polski. Podkreślił, że celem firmy jest przejście na w pełni regeneratywne źródła surowców.
Robimy to, żeby zbudować odporność rolnika, zachować ciągłość łańcucha dostaw z korzyścią i dla rolnika, i dla takiej firmy jak nasza. Wiemy, że wiąże się to z inwestycjami, dlatego wspieramy rolników zarówno doradztwem agrotechnicznym, jak i finansowo, żeby tę tranzycję wspomóc, żeby praktyki, o których dziś mówimy w ramach programów i pilotaży, w najbliższych latach stały się codziennością.
– mówił.
Wskazał, że już dziś duża część surowców kupowanych w Polsce spełnia kryteria produkcji regeneratywnej, a ambicją na koniec dekady jest osiągnięcie stuprocentowego udziału takich upraw.
Głos nauki
Prof. Mariusz Matyka i dr hab. Marzena Brodowska – podkreślali, że przy obecnych cenach nawozów i środków ochrony roślin przejście w stronę praktyk regeneratywnych staje się nie tylko odpowiedzią na wyzwania środowiskowe, lecz także wymogiem ekonomicznym. Akcentowali znaczenie próchnicy, struktury gruzełkowatej i aktywności biologicznej gleby dla retencji wody, odporności na erozję oraz stabilności plonowania. Zwracali uwagę, że dobrze ułożony płodozmian i właściwie dobrane poplony, wsparte rozsądnym ograniczeniem uprawy płużnej, pozwalają stopniowo obniżać dawki nawozów bez utraty plonu, a w dłuższej perspektywie poprawiają wynik finansowy gospodarstwa. Przykłady przedstawione przez Adama Jurczyka i Sławomira Tupikowskiego pokazywały, jak wygląda to w praktyce – od pierwszych decyzji o wprowadzeniu dodatkowego gatunku do zmianowania, po konsekwentne budowanie bardziej zróżnicowanego systemu upraw.
Wnioski dla polskiego rolnictwa
W końcowej części debaty moderator poprosił panelistów o krótką refleksję na temat tego, jak może wyglądać płodozmian i rolnictwo regeneratywne za dwadzieścia lat. W wypowiedziach przewijała się świadomość, że bez odbudowy żyzności gleb nie da się zapewnić bezpieczeństwa żywnościowego w dłuższej perspektywie. Dr Jerzy Próchnicki podsumował ten wątek w sposób, który dobrze oddaje wagę poruszanych tematów:
Dostatecznie dużo już zniszczyliśmy i nie możemy sobie pozwolić na to, żeby robić to dalej. Skoro nie chcemy niszczyć, to znaczy, że musimy zregenerować i naprawić to, co złego się stało w ostatnim wieku, jak nie lepiej. Jeżeli to się stanie, przyszłość ludzkości będzie w jakimś stopniu zagwarantowana.
Narodowe Wyzwania w Rolnictwie od lat należą do najważniejszych wydarzeń dla polskiego sektora rolno-spożywczego. To forum, na którym rolnicy, naukowcy, doradcy, przedstawiciele administracji i biznesu spotykają się, aby rozmawiać o prowadzeniu gospodarstw w warunkach rosnącej zmienności klimatu, niestabilnych rynków i dynamicznie zmieniających się regulacji. Tegoroczna edycja odbywała się pod hasłem „Nowe horyzonty rolnictwa” i koncentrowała się na kierunkach rozwoju, które pozwalają gospodarstwom nie tylko przetrwać, ale budować konkurencyjność w dłuższej perspektywie: regeneratywnej uprawie gleby, gospodarowaniu wodą w warunkach ekstremów pogodowych, przemyślanym stosowaniu środków produkcji, wykorzystaniu technologii cyfrowych oraz na nadchodzących zmianach we Wspólnej Polityce Rolnej po 2027 roku.
Sesja „Rolnictwo regeneratywne: Płodozmian dla gleby i zysku” z udziałem dr Jerzego Próchnickiego pokazała, że te „nowe horyzonty” zaczynają się od konkretnych decyzji na polu – o tym, co, kiedy i po czym siejemy, jak traktujemy poplony oraz jak postrzegamy glebę: nie tylko jako miejsce pod kolejny plon, lecz jako cenny zasób, który trzeba odbudować.