Największy zbiornik retencyjny mamy pod stopami

Zasoby słodkiej wody w Polsce są poniżej progu bezpieczeństwa ONZ. Deficyt ten stanowi fundamentalne zagrożenie dla stabilności polskiej gospodarki. Zjawisko to bezpośrednio obciąża rentowność przedsiębiorstw, podnosi koszty produkcji oraz drastycznie zwiększa ryzyko zakłóceń w łańcuchach dostaw żywności.

Najbardziej narażonym na skutki wahań dostępności wody sektorem gospodarki jest polskie rolnictwo. Nie tylko dostępność, ale także przewidywalność i ciągłość dostaw są kluczowe dla zachowania bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Produkcja rolno-spożywcza nie jest możliwa bez zaopatrzenia w wodę. Przedłużające się okresy bezopadowe czy nagłe zjawiska, takie jak powodzie błyskawiczne, sprawiają, że dotychczasowe modele zarządzania uprawami stają się wysoce ryzykowne. Wymusza to redefinicję podejścia do gospodarowania wodą.

Polskie rolnictwo nie ma innego wyjścia, niż przejść od biernego polegania na opadach do aktywnego i celowego zatrzymywania wilgoci w środowisku rolniczym.

Należy przy tym jednoznacznie podkreślić, że woda w Polsce przestała być zasobem niewyczerpanym. Jej dostępność systematycznie maleje, a nieracjonalna gospodarka wodna prowadzi do szybkiego uszczuplania wód powierzchniowych i podziemnych. Konsekwencją tego zjawiska jest fizyczny brak wody dla systemów irygacyjnych w kluczowych fazach rozwoju roślin.

Fundamentalnym problemem polskiego rolnictwa pozostaje brak precyzyjnych danych dotyczących faktycznego zużycia wody – podstawowego elementu, obok gleby i bioróżnorodności, będącego fundamentem niezależności żywieniowej.

Pobór wody w celach rolniczych w Polsce nie jest opomiarowany w sposób systemowy. Nie wiemy zatem, z jaką skalą zjawiska braku dostępności wody w Polsce się mierzymy. Brakuje zintegrowanego systemu monitoringu, który agregowałby dane z różnych instytucji państwowych. Skuteczne zarządzanie kurczącym się zasobem wymaga oparcia decyzji o danych, dlatego wprowadzenie w gospodarstwach rolnych obowiązku monitorowania poziomu wód gruntowych, z wykorzystaniem systemów automatycznych lub manualnych, staje się pilnym zadaniem zarówno dla rolników, jak i dla biznesu, samorządów oraz administracji.

Odpowiedzią na te strategiczne wyzwania nie jest wcale kosztowna infrastruktura retencyjna, ale zmiana nawyków i zachowań.

Największym naturalnym zbiornikiem retencyjnym w Polsce jest gleba. Zwiększenie zawartości materii organicznej w glebie o zaledwie 1 procent pozwala na zmagazynowanie dodatkowych 160 ton wody na każdym hektarze. Jest to woda w pełni dostępna dla systemów korzeniowych upraw. Ten mechanizm retencyjny funkcjonuje nieprzerwanie i nie wymaga nakładów na budowę sztucznych zbiorników.

Optymalizacja zdolności retencyjnych gleby opiera się na ściśle określonych praktykach agrotechnicznych. Odpowiednio zaplanowany płodozmian, stosowanie poplonów zapewniających okrywę roślinną oraz regulacja odczynu gleby poprzez zabiegi wapnowania stymulują przyrost próchnicy. Procesy te prowadzą do wykształcenia struktury gruzełkowatej, która diametralnie poprawia gospodarkę wodną w profilu glebowym. Dodatkowo fizyczne osłonięcie powierzchni pola biomasą skutecznie ogranicza parowanie i chroni pole przed nadmiernym wysychaniem.

Powyższa diagnoza stanowiła oś wystąpienia dr. Olafa Horbańczuka, Dyrektora Polskiego Stowarzyszenia Zrównoważonego Rolnictwa i Żywności, podczas trzeciej edycji Blue Deal Congress. Wydarzenie to, zorganizowane przez Federację Przedsiębiorców Polskich (której serdecznie dziękujemy za zaproszenie), stanowiło platformę eksperckiej wymiany wiedzy na temat bezpieczeństwa wodnego. W panelu poświęconym retencji i nawadnianiu wzięli udział również przedstawiciele administracji państwowej oraz Wód Polskich.

Woda od dawna nie jest zasobem nieograniczonym, a jej rzeczywista dostępność w naszym kraju jest drastycznie niższa od powszechnych wyobrażeń. Obecnie nie dysponujemy nawet rzetelnymi danymi o skali zużycia wody w polskim rolnictwie, co wynika z braku opomiarowania poboru. Zamiast szukać wyłącznie rozwiązań infrastrukturalnych, musimy uświadomić sobie, że największy zbiornik retencyjny znajduje się pod naszymi stopami. Jest nim gleba. To nasze codzienne decyzje agrotechniczne determinują, czy rolnictwo zdoła oprzeć się narastającym deficytom wody.

– podsumował dr Olaf Horbańczuk.

Paneliści:

  • Marek Sawicki Parlamentarzysta, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi w latach 2007–2012 i 2014–2015
  • Mateusz Balcerowicz Prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie
  • Jacek Zarzecki Wiceprzewodniczący Zarządu, Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny
  • Dr Olaf Horbańczuk – Dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Zrównoważonego Rolnictwa i Żywności
  • Marek Zagórski – Przewodniczący Komitetu Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej FPP

Zapotrzebowanie polskiej gospodarki na wodę w najbliższych latach nie ulegnie redukcji. W warunkach, gdy wskaźniki dostępności spadają poniżej poziomu bezpieczeństwa, każda metoda zatrzymania wody w miejscu jej opadu nabiera wymiernej wartości ekonomicznej.

Gleba pozostaje najpotężniejszym i najbardziej przystępnym narzędziem budowania rynkowej odporności na suszę, którego potencjał polski biznes wciąż wykorzystuje w niepełnym stopniu.